Dlaczego ta strona nie wyglada tak jak powinna?
Twoja przegladarka nie akceptuje styli - masz ją prawdopodobnie niezbyt aktualna.
Aby obejrzec ta strone poprawnie, uaktualnij swoja przegladarke. Oto kilka przydatnych adresow przegladarek:
''Adam Trybusz a sprawa wizji'', Construction & Investment Journal
Jak długo pracuje Pan w Von der Heyden Group?
W 1996 kiedy sam byłem właścicielem firmy konsultingowej, poznałem pana Von der Heydena. Obaj szybko spostrzegliśmy, że mamy podobne cechy charakteru.

Pod jakim względem?
Na przykład szybko podejmujemy decyzje. Na początku grudnia przeprowadziliśmy rozmowę o przyszłych przedsięwzięciach, przed Świętami podpisaliśmy porozumienie, a pod koniec stycznia założyliśmy naszą pierwszą firmę - spółkę pomiędzy Von der Heyden Group a władzami Poznania, której celem była budowa Poznańskiego Centrum Finansowego. Pracowałem ze Svenem od roku 1996 i to wyłącznie z nim, choć przeważnie w Poznaniu, ponieważ rozpoczynała się budowa centrum finansowego, ale brałem też udział w innych działaniach firmy. Od roku 2003 jestem dyrektorem zarządzającym Grupy w Polsce.

Kiedy uświadomił Pan sobie swoje zainteresowanie prowadzeniem interesów? Kiedy zdał Pan sobie sprawę, że nie chce Pan być tylko pracownikiem firmy?
To się po prostu czuje pod skórą. Na przełomie lat 80/90, kiedy Polska wchodziła na drogę gospodarki rynkowej, rozpoczął się najlepszy okres w moim życiu. Kilka lat wcześniej skończyłem studia, miałem za sobą pewne doświadczenie zawodowe, a także trochę czasu spędzonego na zachodzie. Miałem wyobrażenie o tym, jak potoczą się sprawy w Polsce i jak kraj będzie przechodził od socjalizmu do nowoczesnej europejskiej wspólnoty rynkowej. Miałem ogląd tych spraw i znalazłem dla siebie w tym procesie miejsce służące zarówno mojemu rozwojowi jak i rodzinie.

Czy przewiduje Pan, że zawsze będzie Pan zajmował stanowisko lidera?
Mam silny charakter i czasem przysparza mi to kłopotów. W życiu zawodowym nie stanowi to przeszkody, ale prywatnie mój charakter ujawnia się zbyt mocno. Sądzę, że jestem przywódcą, w każdym razie, jeśli chodzi o moją konstrukcję psychiczną. Wiem, że mogę skłonić ludzi do pracy i pobudzić ich do działania, efektywności i dobrej organizacji, ale solidne wykształcenie stanowi dla mnie mocne zaplecze.

Co, Pańskim zdaniem, działa na ludzi najbardziej inspirująco?
Może nie wszyscy, ale przynajmniej większość ludzi ma jakieś wyobrażenia - wizje i oczekiwania. Lider powinien widzieć przyszłość jednak jaskrawiej, ale nie może skupiać się tylko na swoim postrzeganiu. Musi wiedzieć, że końcowy sukces zawsze jest wynikiem pracy zespołowej. To on wskazuje kierunek, ale wielokrotnie wspólnicy, koledzy i współpracownicy dodają nowe wartości, których nie osiągnęliby pracując samodzielnie. To prawie niemożliwe, aby samodzielnie obierać właściwe i najlepsze rozwiązania. Musi następować kompromis pomiędzy grupą a jej kierownikiem, ten kompromis przekłada się w efekt synergii pracy zespołowej. Jeśli zespół czuje, że lider wsłuchuje się w ich propozycje i pracuje na tych samych falach, wówczas zespół jest bardziej zaangażowany. Wtedy też chętniej pracuje się z wymagającym szefem, odbierając sukces jako wspólne rozwiązanie.

Pierwsze duże przedsięwzięcie zaczął Pan w Poznaniu. Czy stamtąd Pan pochodzi?
Zwykle opowiadam, że jestem z Polski, bo urodziłem się na Śląsku, studiowałem we Wrocławiu, a w Poznaniu poznałem piękną dziewczynę, z którą założyłem rodzinę i tam zamieszkałem. Natomiast teraz pracuję w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu.

Jak wygląda Pański dzień w czasie weekendu?
Mamy bardzo przytulny dom. Skończyliśmy go budować kilka lat temu. Jest położony w pięknym miejscu z widokiem na jezioro, a wokół nie ma zbyt wielu ludzi. Świetne miejsce do jazdy na rowerze, pływania i żeglowania. Kiedy w tygodniu pracuję w Warszawie, staram się jeśli to tylko możliwe wyrwać się tam na weekend. Lubię także jazdę konną - sam mam trzy konie. Moja rodzina lubi podróże i jazdę na nartach, więc przynajmniej dwa razy do roku staramy się wyjechać gdzieś w góry.

Jakie były Pańskie najpiękniejsze wakacje spędzone z rodziną?
Miesięczna wyprawa do Brytyjskiej Kolumbii w Kanadzie. Wynajętym samochodem kempingowym przez trzy tygodnie jeździliśmy po kraju, zwłaszcza w rejonie Gór Skalistych. To właśnie były najlepsze wakacje spędzone w gronie rodziny.

Nie jest Pan typem plażowicza?
To nie w moim stylu. Mogę na plaży spędzić, co najwyżej kilka dni, a i tak nie ma mowy o leżeniu.

Jakiej muzyki Pan słucha?
Z jednej strony lubię muzykę klasyczną, ale tak jak wielu ludzi lubię też muzykę z czasów mojej młodości, kiedy miałem 18 lat. Simon i Garfunkel, Bob Dylan, Rolling Stonesi, ale też polskie zespoły, jak Breakout i Skaldowie. To właśnie była wówczas moja muzyka i pozostała nią także i dziś.

A co ma Pan teraz w odtwarzaczu?
Mój samochód stoi teraz w Poznaniu. Korzystam z niego tylko w weekendy. Teraz jest w nim Sting.

Pańskie największe hobby?
Fotografia.

Tradycyjna czy cyfrowa?
Robię zdjęcia od wielu lat i to tradycyjne. Pierwsze pieniądze, które zarobiłem w roku 1970, wydałem na Praktikę i wciąż uważam, że zdjęcia na kliszy mają w sobie więcej artyzmu. Mam aparat cyfrowy o matrycy 5 megapikseli, który jest świetny. Ale to tylko wysokiej klasy elektroniczny przyrząd do robienia zdjęć. To dwie całkiem różne rzeczy.

Sam pan wywołuje zdjęcia?
Oczywiście.
 
strona główna | VdHG archives | mapa serwisu | drukuj